czwartek, 17 lutego 2011

Gwatemala - rodzaje transportu. Chicken-busy.

Paleta rodzajów transportów w tym kraju jest zadziwiająco szeroka. W zależności od miejsca, niektóre są bardziej popularne niż inne. Np. nad jeziorem Atitlan nierzadko lepiej wziąć łódź niż jechać na kołach. W innych miejscach może lepiej wsiąść do pociągu lub lepszym wyborem jest pick-up, ale bez wątpienia wszędzie można skorzystać ze słynnych tutejszych autobusów, zwanych po angielsku "chicken-bus" czyli po hiszpańsku "camioneta".


Chicken-bus
Są to maksymalnie kolorowe i wymuskane przez ich właścicieli stare maszyny, błyszczące chromowanymi elementami i lśniące powłoką lakierniczą. Charakteryzują się wypuszczoną do przodu maską silnika i dość daleko od końca "budy" umieszczoną tylną osią. A to dlatego, żeby łatwo pokonywać ostre zakręty na bardzo krętych tutejszych drogach, pnących się na znaczne wysokości. Chicken-bus ma pod maską jakiś potworny silnik, bowiem potrafi targać z pełnym obciążeniem po naprawdę stromo nachylonych drogach. Pamiętam, że armeńskie pojazdy nie dawały rady na większych nachyleniach. Tu nie ma żadnego problemu. Także wyprzedzanie na kawałku prostej drogi między kolejnymi serpentynami nie przysparza żadnego problemu. Autobusy dodatkowo posiadają z tyłu drzwi i drabinkę do wchodzenia na dach po bagaże. Nie należy do rzadkości widok, gdy podczas jazdy ktoś z obsługi chodzi po drabince lub po prostu z niej schodzi po umieszczeniu na dachu tobołków, w trakcie gdy kierowca już zdąży ruszyć w drogę. To maszyny, które mimo swojego wieku wjadą niemal wszędzie i zabiorą na pokład niemal wszystko. Transport taki jest szeroko stosowany przez lokalnych mieszkańców, więc przysparza turystom wielu ciekawych wrażeń. Ludzie wożą wszelkie towary, najczęściej te większe i cięższe ładując na dach. Na popularnych trasach i w godzinach szczytu, camionetas są wypełnione w środku po ostatnie miejsca. Normalne jest siadanie na trzeciego do dwuosobowej "ławy". Niemniej, dzięki temu, że to transport dla mas, jest on stosunkowo tani, chociaż niezbyt szybki. Przykładowo na trasie między Panajachel a Sololą bilet kosztuje 3 Qetzales czyli nieco mniej niż 1/3 dolara. Pieniądze są zbierane podczas jazdy. Oczywiście nie ma mowy o rozkładach jazdy. Trzeba dopytywać mieszkańców, o której godzinie odchodzą busy na dalsze trasy. Czasem też trzeba spytać skąd odchodzą w danym kierunku. Pytać trzeba zwłaszcza w tych miejscowościach, w których te busy nie stacjonują, a jedynie przez nie przejeżdżają. Zaś w większych miastach, a zwłaszcza w szczytowych porach dla ruchu (np. na targ lub z targu), busy stoją rzędami, a obługa głośno oznajmia, wręcz krzycząc, dokąd ów chicken-bus jedzie. Poza tym kierunki tras są wypisane nad przednią szybą. Kierowcy tych maszyn lubią wyciskać z nich siódme poty i nie stronią od używania przeraźliwie głośnych sygnałów dźwiękowych. Transport trwa dłużej niż by można przypuszczać z długości odcinka, ponieważ przystanki są częste, a wysiadający ludzie, zwłaszcza ci z bagażami na dachu potrzebują trochę czasu na rozładowanie. Poza tym samo zbieranie chętnych i ładowanie bagaży przed wyruszeniem także zabiera długą chwilę. Wieczorem camionetas przybierają postać kolorowych rozświetlonych "choinek", bowiem obwieszone są zewsząd lampami - tymi potrzebnymi do jazdy w ciemnościach i tymi zupełnie do takiej jazdy niepotrzebnymi, często migającymi w różnych kolorach.








2 komentarze:

Grażyna Pastuszka pisze...

W Gwatemali chicken-busy, w Armenii marszrutki, a my już nie mamy swoich ogórków :)

Joanna d'Art pisze...

Jednak tutejsze chicken-busy biją na głowę wschodnie marszrutki swoją mocą i atrakcyjnym wyglądem wypieszczonym przez właścicieli...

Prześlij komentarz