Portal onet.pl opublikował relację Grażyny z naszej zeszłorocznej wyprawy rowerowej po Armenii.
Jest też galeria naszych zdjęć:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą armenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą armenia. Pokaż wszystkie posty
środa, 2 marca 2011
sobota, 4 grudnia 2010
Peron4.pl publikuje krótką relację z naszej Armeńskiej wyprawy
Dziś krótki wpis: zapraszam na portal peron4.pl, gdzie przeczytacie dwie strony o naszej armeńskiej wyprawie rowerowej.
środa, 27 października 2010
Tak się złożyło, że się udało
Nasza tegoroczna armeńska przygoda rowerowa znalazła się w druku. Można po nią sięgnąć kupując listopadowy numer magazynu Rowertour. Armenia na rowerach to wyprawa numeru, a na opowieść o gościnności Ormian, pięknych widokach i wielu różnorodnych smakach tego kraju magazyn przeznaczył 10 stron zilustrowanych 10 fotografiami uczestników. Moje zdjęcia znalazły się na okładce i wewnątrz numeru. Tytuł nawiązuje do faktu, że część z nas jechała na rowerach składanych. Dwaj panowie natomiast ciągnęli za sobą przyczepki ze swoimi pociechami. Korzystając kilkukrotnie z różnych lokalnych środków komunikacji musieliśmy się mocno składać z tym całym sprzętem, by wszystko się udało. Okazuje się, że do rosyjskiej Gazeli - marszrutki wielkości tranzita czy transportera można zmieścić 7 rowerów, 2 przyczepki, 7 sakw, podręczne plecaki, 9 osób i kierowcę ;)Zapraszam do poczytania.
Autorzy tekstu i innych zdjęć: Grażyna oraz Remigiusz.
wtorek, 21 września 2010
Armenia retro
Quiz z poprzedniego posta niech sobie trwa.. i tak jest nim zainteresowanie znikome (dziwne :), a ja sobie wracam do Armenii. Nie mogę obiecać, ale z dużą dozą prawdopodobieństwa mogę zapewnić, że to już ostatni raz męczę zdjęciami z tego wyjazdu.
Tak jakoś zachciało mi się wozić na rowerze dwa komplety sprzętu foto - jeden cyfrowy, drugi analogowy. I nie żałuję, bo fotki czarno-białe z mojego poczciwego analogowego Ricoha mają jakiś klimat. Co prawda laboratorium nie popisało się przy wołaniu filmów (porobili jakieś zacieki, plamy, etc.), ale może ma to swój urok. Zawsze warto szukać dobrych stron każdej sytuacji. Mogę dzięki temu zaprezentować krótką galeryjkę fotek w stylu bardzo retro.
Tak jakoś zachciało mi się wozić na rowerze dwa komplety sprzętu foto - jeden cyfrowy, drugi analogowy. I nie żałuję, bo fotki czarno-białe z mojego poczciwego analogowego Ricoha mają jakiś klimat. Co prawda laboratorium nie popisało się przy wołaniu filmów (porobili jakieś zacieki, plamy, etc.), ale może ma to swój urok. Zawsze warto szukać dobrych stron każdej sytuacji. Mogę dzięki temu zaprezentować krótką galeryjkę fotek w stylu bardzo retro.
poniedziałek, 13 września 2010
Armenia i zabytki
Do Armenii siłą rzeczy będę powracał może jeszcze kilkakrotnie.
Ten najstarszy chrześcijański kraj świata zabytkami stoi. Wszystkie wiekowe - średniowieczne, a stoją w dużej mierze w dobrym stanie. Oto kilka z nich:
Ten najstarszy chrześcijański kraj świata zabytkami stoi. Wszystkie wiekowe - średniowieczne, a stoją w dużej mierze w dobrym stanie. Oto kilka z nich:
niedziela, 5 września 2010
Armenia - krajobrazy
Armenia jest krajem zdecydowanie górzystym. Nie ma dostępu do morza, ale ma duże jezioro Sevan z piękną turkusową wodą. Krajobrazy w tym kraju są bardzo zmienne, mimo małego obszaru, jaki zajmuje - mamy tu pustynne, suche i wypalone słońcem skaliste góry, o stromych zboczach i ostrych krawędziach. Mamy zielone, łagodne grzbiety. Są głębokie kaniony, które często można znaleźć dopiero, gdy stanie się nad ich krawędzią. Mamy widoki industrialnych zabudowań porzuconych fabryk czy szarych domów wtopione w niezwykłe góry, o urodzie dolomitów. Jest w końcu otoczenie góry Ararat. Chociaż leży ona na terenie Turcji, to jest armeńska. A z racji swej wysokości względnej (góra majestatycznie wznosi się zadziwiająco wysoko nad otaczającym ją płaskim terenem), jest ona widoczna z wielu miejsc i z bardzo daleka. Nawet w stolicy można podziwiać widok na miasto z górą w tle.
sobota, 4 września 2010
Biesiady armeńskie
Powracam znów do wspomnień z wyprawy po Armenii. Największym atutem tego kraju są tamtejsi ludzie - Ormianie. Poniżej kilka zdjęć z jednej z biesiad, na jaką zostaliśmy zaproszeni. Była to uczta wystawiona na cześć dziadków, którzy przyjechali ze stolicy do swoich synów i córek mieszkających na prowincji. Tak się złożyło, że my z naszymi rowerami całą grupą zatrzymaliśmy się akurat przy ich domu pod sklepem. Zaczęło padać, więc postanowiliśmy przeczekać deszcz pod zadaszeniem. Właściciel sklepu nie pozwolił nam jednak długo tak stać. Naszą całą dziewięcioosobową grupę zaprosił na szaszłyka. Jak się po chwili okazało, nie był to tylko szaszłyk, ale całe przyjęcie z zastawionym po brzegi stołem. Była i oczywiście wódeczka, której nie odmawialiśmy :) Okazało się, że jedna z kobiet, o imieniu Tatev jest nauczycielką angielskiego, więc mieliśmy rosyjsko-angielską rozmowę. Wyszliśmy, a właściwie musieliśmy się wyrwać po kilku godzinach. Gospodarze koniecznie chcieli nas zatrzymać na nocleg i byli niepocieszeni, że jednak postanowiliśmy jechać dalej...
sobota, 14 sierpnia 2010
Zakaukazie
Czas urlopów dotyczy także wpisów na blogu. Dlatego przeleciał cały lipiec bez żadnego wpisu. Ale czy to w czymś komuś przeszkadza? ;)
W tym czasie udało mi się odwiedzić Armenię. Nie spodziewałem się nawet, że ten kraj jest tak fantastyczny. Nie spodziewałem się, że wspomnienia z podróży będą konkurować ze wspomnieniami styczniowego wyjazdu do Wietnamu i Laosu. Okazuje się, że Armenia ma do zaoferowania bardzo dużo. I wielokrotnie pokazała, że nie trzeba lecieć na koniec świata do egzotycznych krajów, by doznać niezwykłych wrażeń podczas podróży.
Armenia objawiła się nam różnorodnością krajobrazów. Pokazała suche, wypalone słońcem i pokryte żółtymi trawami góry ze skałami, pokazała zielone i łagodne szczyty z szerokimi dolinami, niczym w szkockim Glencoe. Pokazała głębokie kaniony, urywające się nagle, pionowo i bardzo głęboko. Pokazała nam piękne jezioro Sevan leżące prawie 2 km nad poziomem mórz, mające niezwykle turkusową wodą. I wreszcie ukazała zza zasieków swą świętą, wiecznie ośnieżoną górę Ararat leżącą obecnie w Turcji.
Armenia, jako najstarszy chrześcijański kraj świata szczyci się przepięknymi samymi w sobie, a do tego położonymi w niebanalnych miejscach klasztorami, cerkwiami, zamkami obronnymi, a nawet świątynią pogańską z początku naszej ery.
Armenia pokazała nam także swoje kontrasty: zniszczone i zardzewiałe stare zabudowania fabryk wtopione w piękne góry. A na drogach Mercedesy z ciemnymi szybami jadące od czasu do czasu wśród starych Wołg, Ład, Uazów czy Gazeli.
Jednak największą wartością tego kraju są sami jej mieszkańcy. Ormianie to niezwykle, momentami aż do przesady w naszych oczach, gościnni ludzie. I jest tak, mimo tragicznej historii swego narodu. Do nas, Polaków, są chyba jakoś szczególnie pozytywnie nastawieni. Codziennie mieliśmy okazję tej przychylności doświadczać.
W Armenii wszystko, co chce nam pokazać pozbawione jest komercji, turystyki, a nawet opłat za wstępy do miejsc wpisanych na listę UNESCO. Wszystko kipi naturalnością i prawdziwością. A zamiast słów "one dolar" za zrobienie zdjęcia, słyszymy "spasiba".
Czas na foty. Oto garść zdjęć z pierwszej części wyprawy.
W tym czasie udało mi się odwiedzić Armenię. Nie spodziewałem się nawet, że ten kraj jest tak fantastyczny. Nie spodziewałem się, że wspomnienia z podróży będą konkurować ze wspomnieniami styczniowego wyjazdu do Wietnamu i Laosu. Okazuje się, że Armenia ma do zaoferowania bardzo dużo. I wielokrotnie pokazała, że nie trzeba lecieć na koniec świata do egzotycznych krajów, by doznać niezwykłych wrażeń podczas podróży.
Armenia objawiła się nam różnorodnością krajobrazów. Pokazała suche, wypalone słońcem i pokryte żółtymi trawami góry ze skałami, pokazała zielone i łagodne szczyty z szerokimi dolinami, niczym w szkockim Glencoe. Pokazała głębokie kaniony, urywające się nagle, pionowo i bardzo głęboko. Pokazała nam piękne jezioro Sevan leżące prawie 2 km nad poziomem mórz, mające niezwykle turkusową wodą. I wreszcie ukazała zza zasieków swą świętą, wiecznie ośnieżoną górę Ararat leżącą obecnie w Turcji.
Armenia, jako najstarszy chrześcijański kraj świata szczyci się przepięknymi samymi w sobie, a do tego położonymi w niebanalnych miejscach klasztorami, cerkwiami, zamkami obronnymi, a nawet świątynią pogańską z początku naszej ery.
Armenia pokazała nam także swoje kontrasty: zniszczone i zardzewiałe stare zabudowania fabryk wtopione w piękne góry. A na drogach Mercedesy z ciemnymi szybami jadące od czasu do czasu wśród starych Wołg, Ład, Uazów czy Gazeli.
Jednak największą wartością tego kraju są sami jej mieszkańcy. Ormianie to niezwykle, momentami aż do przesady w naszych oczach, gościnni ludzie. I jest tak, mimo tragicznej historii swego narodu. Do nas, Polaków, są chyba jakoś szczególnie pozytywnie nastawieni. Codziennie mieliśmy okazję tej przychylności doświadczać.
W Armenii wszystko, co chce nam pokazać pozbawione jest komercji, turystyki, a nawet opłat za wstępy do miejsc wpisanych na listę UNESCO. Wszystko kipi naturalnością i prawdziwością. A zamiast słów "one dolar" za zrobienie zdjęcia, słyszymy "spasiba".
Czas na foty. Oto garść zdjęć z pierwszej części wyprawy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

