Często w niniejszym blogu nawiązuję fotograficznie do muzyki. Chociaż w tym przypadku nie posiadam fotografii odpowiednich do tego, co chcę napisać, to mimo wszystko krótko napisać muszę. Chodzi o Gary'ego Moore'a, który zmarł niespodziewanie kilka dni temu. Nie znam wielu jego dokonań. Akurat w ostatnim czasie zacząłem pomału odkrywać głębiej jego muzykę, gdy nagle dowiedziałem się, że w zasadzie będzie to jedynie odkrywanie przeszłości. Chociaż na pewno ukaże się jeszcze jakiś album z nieznanymi, nowymi kawałkami, to jednak pozostanie świadomość, że na jego koncert już na pewno się nie wybiorę. Ogromna szkoda i strata. Przecież wystarczy spróbować wyobrazić sobie listy przebojów wszech czasów czy składanki ballad rockowych bez piosenki "Still got the blus". Jest to prawie niemozliwe. To jeden z tych utworów, który, mimo, że grany nawet na okrągło, ciągle brzmi przyjemnie przy kolejnym przesłuchaniu. A co dopiero powiedzieć o takim kawałku, będącym w zasadzie jedną długą solówką gitarową, jak "The Prophet". Na szczęście utworów, które się nie nudzą przy kolejnych przesłuchaniach jest więcej. Ba, nawet całą płytę można słuchać na okrągło. Tak jest w moim przypadku z albumem "The different bit". I dobrze, że tak jest, bo cóż teraz pozostało, jak nie nieustanne wracanie do jego "starych" kompozycji.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gary Moore. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gary Moore. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 14 lutego 2011
Subskrybuj:
Posty (Atom)